Kilka słów o moim dzisiejszym nieszczęściu
i to na skalę życiową. Chciałam Wam
napisać, że kocham jeść a najbardziej to słodycze. Kiedy podchodząc do pomysłu
upieczenia bezy w domyśle pavlova byłam podekscytowana, że będę mogła
zjeść całą aż padnę. Takie moje małe niedzielne marzenie.
Podczas kiedy mój S. robił obiad ja
wyjadałam masę kajmakową z chrupkami i bum… czuję, że chrupnęłam coś innego niż
chrupkę. Poszła… jedynka… a raczej jej
uzupełnienie które zakładane było jakieś pół roku temu ponieważ mój ząbek nie
wytrzymał ciasta francuskiego z makiem. I tak prysnęło moje marzenie pysznego
deseru i genialnego obiadu który wił się zapachem ziół i suszonych pomidorów!
Co za pech, aż nie chciałam uwierzyć, że to się dzieję naprawdę! Podchodzę do
lustra z ogromną nadzieją, że to jakieś nieporozumienie jest i tam mnie coś
uwiera ale nie jest to deficyt masy zębowej – niestety po ptakach. Jutro czeka mnie wycieczka telefoniczna do
miłej Pani która w mojej wielkiej nadziei załatwi temat jako gwarancje na cito.
Mam nadzieję, że polska służba zdrowia
mnie jutro zaskoczy.
Tymczasem jem beze bokiem!
Przepis z którego ja korzystałam

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz