niedziela, 6 września 2015

Beza nigdy nie będzie już taka sama





Kilka słów o moim dzisiejszym nieszczęściu i to na skalę życiową.  Chciałam Wam napisać, że kocham jeść a najbardziej to słodycze. Kiedy podchodząc do pomysłu upieczenia bezy w domyśle pavlova byłam podekscytowana, że będę mogła zjeść całą aż padnę. Takie moje małe niedzielne marzenie.

Podczas kiedy mój S. robił obiad ja wyjadałam masę kajmakową z chrupkami i bum… czuję, że chrupnęłam coś innego niż chrupkę.  Poszła… jedynka… a raczej jej uzupełnienie które zakładane było jakieś pół roku temu ponieważ mój ząbek nie wytrzymał ciasta francuskiego z makiem. I tak prysnęło moje marzenie pysznego deseru i genialnego obiadu który wił się zapachem ziół i suszonych pomidorów! Co za pech, aż nie chciałam uwierzyć, że to się dzieję naprawdę! Podchodzę do lustra z ogromną nadzieją, że to jakieś nieporozumienie jest i tam mnie coś uwiera ale nie jest to deficyt masy zębowej – niestety po ptakach.  Jutro czeka mnie wycieczka telefoniczna do miłej Pani która w mojej wielkiej nadziei załatwi temat jako gwarancje na cito.  Mam nadzieję, że polska służba zdrowia mnie jutro zaskoczy.
Tymczasem jem beze bokiem!

Przepis z którego ja korzystałam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz