niedziela, 20 września 2015

Czy zawsze musimy być na 100% ?



Wczoraj podczas spotkania ze znajomymi mojego S. jeden z kolegów zapytał mnie, dlaczego jest tak, że kiedy kobieta wychodzi na miasto zaczerpnąć trochę kultury i towarzyskiego życia kończy się to najczęściej mniej kulturalnym upadkiem.
Bez zastanowienia odpowiedziałam, że według mnie jest to reakcja na życie codzienne, które poddaje kobietę wielu próbom. Argumentowałam, że to my zawsze musimy być w nienagannym stanie w idealnym makijażu ułożonych włosach i czerwonych szpilkach na nogach. Kobieta musi być energiczna i kreatywna w pracy dogadzając zleceniodawcom i uśmiechać się w puste twarze Klientów. W domu pranie, gotowanie, sprzątanie (o zgrozo prasowanie) W domu samo nigdy się nic nie zrobi..  Dobrze by było gdyby jeszcze miała jakąś pasję, dostarczała rozrywek mężczyźnie i uprawiała jakiś sport… tak bieganie jest teraz takie modne.  Zawsze powinnyśmy być wszędzie na 100% tego się od nas wymaga. Bo kto jak nie kobieta?!  Nic dziwnego, więc, że kiedy wychodzą to pragną zapomnieć o zasadach i poprawności. Chcą czuć na 100% ale nie obowiązki tylko niekontrolowaną wolność, która jest wzmocniona jakimś
hipsterskim napojem z bąbelkami.  To jest jedyne miejsce, w którym może w gronie innych kobiet odpuścić, bo one mają zwyczajnie tak samo.
Mój ideologiczny wywód z aprobatą obecnych tam kobiet trwał jeszcze jakieś kilka minut tylko po to by dostać z patelni w twarz.
„Ale kto Ci każe być zawsze i wszędzie na 100%?”
Serio?! Kto inny jak nie Wy? Kto Wam upierze gacie koszulkę i skarpetki? Kto Ci koszulę wyprasuje? Obiadu na mieście też wiecznie jeść nie można. Pomimo kota, który w walce z kurzami jest bardzo pomocny nie wyręczy mnie z tego beznadziejnego obowiązku.
Nie… - skwitował z dezaprobatą machając głową
Więc klops. Czy nie jest tak, że to my same nakładamy na siebie parcie na bycie Panią Idealną?  Każdego dnia zawsze chcemy wyglądać olśniewająco, pachnieć wyszukanymi perfumami z ustami, które wyglądają jak niebo na ziemi. Prawda jest taka, że nikt nas do tego nie zmusza. Może jakbyśmy trochę odpuściły to świat by się nie zawalił? Do czego prowadzi nieustająca gonitwa za bycia SUPER? Dodatkowych profitów z tego nie mamy (owszem fajnie jest czuć się zajebiście sama ze sobą w tych nowych szpilkach), Ale czy jak chcemy wyskoczyć w podartych dresach do sprzątania to, dlaczego tego nie robimy wiedząc, że On jest w domu? Może to jest tak, że same sobie nakładamy na głowę presję argumentując jego oczekiwaniami, których może tak naprawdę nigdy nie było?
Postanowiłam zrobić małe doświadczenie, które odpowie mi na pytanie czy moje odczucia są wyimaginowane czy oni naprawdę od nas tego oczekują.
Zastanawiam, kiedy usłyszę „Kochanie, kiedy zrobisz pranie, bo nie mam już skarpetek” a może go nie usłyszę?
Zastanawiam się czy kanon kobiety, który został wpojony naszym matkom pod tytułem: „ Kobieta to serce domu i rodziny, o który powinna nienagannie dbać” został nam wpojony z samej zasady, która nie ma już dzisiaj zastosowania? Może gdybyśmy część obowiązków przekazali naszym Panom też by dali radę tak samo dobrze jak my? Przecież też mają dwie ręce i dwie nogi, mózg też mają taki jak my. Pewnie chęci im trochę braknie, ale nie różni nas nic innego jak poczucie obowiązku.
Tak czy owak, wyzwanie czas start!
Jak wygląda to u Was drogie Panie? Bo może to wszystko to tylko mi się wydaje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz