Wczoraj podczas spotkania ze znajomymi
mojego S. jeden z kolegów zapytał mnie, dlaczego jest tak, że kiedy kobieta
wychodzi na miasto zaczerpnąć trochę kultury i towarzyskiego życia kończy się
to najczęściej mniej kulturalnym upadkiem.
Bez zastanowienia odpowiedziałam, że
według mnie jest to reakcja na życie codzienne, które poddaje kobietę wielu
próbom. Argumentowałam, że to my zawsze musimy być w nienagannym stanie w idealnym makijażu ułożonych włosach i czerwonych szpilkach na nogach. Kobieta musi być
energiczna i kreatywna w pracy dogadzając zleceniodawcom i uśmiechać się w
puste twarze Klientów. W domu pranie, gotowanie, sprzątanie (o zgrozo
prasowanie) W domu samo nigdy się nic nie zrobi.. Dobrze by było gdyby jeszcze miała jakąś
pasję, dostarczała rozrywek mężczyźnie i uprawiała jakiś sport… tak bieganie
jest teraz takie modne. Zawsze
powinnyśmy być wszędzie na 100% tego się od nas wymaga. Bo kto jak nie
kobieta?! Nic dziwnego, więc, że kiedy
wychodzą to pragną zapomnieć o zasadach i poprawności. Chcą czuć na 100% ale
nie obowiązki tylko niekontrolowaną wolność, która jest wzmocniona jakimś
hipsterskim napojem z bąbelkami. To jest jedyne miejsce, w którym może w gronie innych kobiet odpuścić, bo one mają zwyczajnie tak samo.
hipsterskim napojem z bąbelkami. To jest jedyne miejsce, w którym może w gronie innych kobiet odpuścić, bo one mają zwyczajnie tak samo.
Mój ideologiczny wywód z aprobatą
obecnych tam kobiet trwał jeszcze jakieś kilka minut tylko po to by dostać z
patelni w twarz.
„Ale
kto Ci każe być zawsze i wszędzie na 100%?”
Serio?! Kto inny jak nie Wy? Kto Wam
upierze gacie koszulkę i skarpetki? Kto Ci koszulę wyprasuje? Obiadu na mieście
też wiecznie jeść nie można. Pomimo kota, który w walce z kurzami jest bardzo
pomocny nie wyręczy mnie z tego beznadziejnego obowiązku.
Nie…
- skwitował z dezaprobatą
machając głową
Więc klops. Czy nie jest tak, że to my
same nakładamy na siebie parcie na bycie Panią Idealną? Każdego dnia zawsze chcemy wyglądać
olśniewająco, pachnieć wyszukanymi perfumami z ustami, które wyglądają jak
niebo na ziemi. Prawda jest taka, że nikt nas do tego nie zmusza. Może jakbyśmy
trochę odpuściły to świat by się nie zawalił? Do czego prowadzi nieustająca
gonitwa za bycia SUPER? Dodatkowych profitów z tego nie mamy (owszem fajnie
jest czuć się zajebiście sama ze sobą w tych nowych szpilkach), Ale czy jak
chcemy wyskoczyć w podartych dresach do sprzątania to, dlaczego tego nie robimy
wiedząc, że On jest w domu? Może to jest tak, że same sobie nakładamy na głowę
presję argumentując jego oczekiwaniami, których może tak naprawdę nigdy nie
było?
Postanowiłam zrobić małe doświadczenie,
które odpowie mi na pytanie czy moje odczucia są wyimaginowane czy oni naprawdę
od nas tego oczekują.
Zastanawiam, kiedy usłyszę „Kochanie, kiedy zrobisz pranie, bo nie mam
już skarpetek” a może go nie usłyszę?
Zastanawiam się czy kanon kobiety, który
został wpojony naszym matkom pod tytułem: „ Kobieta to serce domu i rodziny, o
który powinna nienagannie dbać” został nam wpojony z samej zasady, która nie ma
już dzisiaj zastosowania? Może gdybyśmy część obowiązków przekazali naszym
Panom też by dali radę tak samo dobrze jak my? Przecież też mają dwie ręce i
dwie nogi, mózg też mają taki jak my. Pewnie chęci im trochę braknie, ale nie
różni nas nic innego jak poczucie obowiązku.
Tak czy owak, wyzwanie czas start!
Jak wygląda to u Was drogie Panie? Bo
może to wszystko to tylko mi się wydaje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz